Rządowe plany dotyczące zamrożenia cen na stacjach benzynowych nabierają rozpędu. Mimo że oficjalnie tarcza antyinflacyjna ucinająca VAT na paliwo ma obowiązywać tylko do końca wakacji, analitycy z Citi Banku donoszą o niemal pewnym przedłużeniu programu. Zobacz, jak decyzje polityczne wpłyną na kwoty rachunków podczas tankowania we wrześniu oraz dlaczego ostateczny czas trwania „promocji” zadecyduje o poziomie ogólnokrajowej drożyzny pod koniec tego roku.
Polscy kierowcy mogą mieć ogromny powód do zadowolenia, jeśli sprawdzą się prognozy płynące z sektora bankowego. Eksperci i ekonomiści zatrudnieni przez Citi nie mają wątpliwości – sztandarowy pakiet pomocowy znany pod nazwą „Ceny Paliw Niżej” nie zniknie z kalendarza wraz z nastaniem 1 września 2026 roku. Choć ustawa ma twardo ustaloną datę przydatności, przedłużający się kryzys w rejonach wydobywczych ropy wymusza na politykach awaryjne działania.
Dokumenty legislacyjne przewidują redukcję kosztów paliwa na dystrybutorach rygorystycznie w okresie między 17 a 31 sierpnia. Rzecz w tym, że potencjalne odpięcie kroplówki z dnia na dzień grozi potężnym uderzeniem w koszyki inflacyjne Polaków. Trwają gorączkowe wyliczenia, a od tego jednego podpisu zależy, z jakim wskaźnikiem drożyzny wejdziemy w niezwykle drogi, świąteczny grudzień.
Najważniejsze informacje o uldze paliwowej
Program interwencyjny na rynku naftowym to wielopłaszczyznowa siatka prawna. Przed wizytą na lokalnej stacji CPN powinieneś znać jej najistotniejsze założenia:
- Trzonem zmian jest błyskawiczna redukcja stawki podatku VAT z bazowych 23 proc. do zaledwie 8 proc. na litrze.
- Równocześnie narzucono sztywne limity, czyli tak zwane ceny maksymalne dla dostawców detalicznych, wymuszające obniżenie marż.
- Obserwatorzy z Citi prognozują utrzymanie parasola ochronnego również przez cały wrzesień.
- Jeżeli rząd nagle wycofa się z dotacji w sierpniu, dynamika ogólnokrajowej inflacji przebije w okolicach świąt barierę 4 proc. rdr.
- Decyzja o rozciągnięciu pomocy do końca 2026 r. zahamowałaby wzrost cen na akceptowalnym pułapie rzędu 3,5 proc. w grudniu.
Prawdziwy mechanizm zbijania cen na stacjach
Zasada wdrożonej operacji jest banalnie prosta, lecz potężna w skutkach. Ministerstwo Finansów brutalnie ścina stawkę obrotową, narzucając stacjom nakaz natychmiastowego opuszczenia cen na pylonach pod groźbą ogromnych kar. Wszystko po to, by za pomocą potężnej interwencji urzędowej przetrwać okres drastycznych podwyżek cen hurtowych ropy naftowej. Wynikają one w głównej mierze ze zbrojnych napięć i zakłóceń transportu w rejonie Bliskiego Wschodu.
Dla zwykłych posiadaczy pojazdów wydłużenie akcji „Ceny Paliw Niżej” to bezpośrednia ulga i odciążenie prywatnego rachunku bankowego. Każda złotówka zysku na stacji ma gigantyczne znaczenie. Niestety, w szerszym ujęciu, pompowanie publicznych pieniędzy w ten sektor oznacza twarde kształtowanie cyferek, jakimi GUS opisze nam siłę rażenia inflacji.
Jak tarcza kształtuje poziom inflacji?
Zależności wyliczone przez bankowców z Citi jasno obnażają polityczne uwikłanie danych o drożyźnie. Jeżeli rządzący zakręcą kurek z pomocą dokładnie 31 sierpnia, gospodarka błyskawicznie wchłonie powrót wyższych podatków. Efekt? Szacunki przewidują, że pod koniec roku inflacja (CPI) dobije w rejon niebezpiecznych 4 procent rok do roku, natychmiast odczuwalnych na każdym sklepowym paragonie.
Zupełnie inaczej malują się statystyki przy opcji przedłużenia paktu. Scenariusz z tarczą trwającą do sylwestra daje wymierne korzyści, wyhamowując dynamikę wzrostu cen towarów do bezpieczniejszego progu 3,5 proc. w grudniu. Dla ścisłości przypomnijmy, że wyliczenia Citi szacują sierpniowy wzrost rdr na poziomie 3,1 proc. (względem równego 3,0 proc. z połowy wakacji).
Błędne odczyty Głównego Urzędu Statystycznego
Uważnie śledząc nagłówki gazet, należy zachować chłodną głowę i wziąć poprawkę na dość nietypowy harmonogram prac Głównego Urzędu Statystycznego. System weryfikacji działa tak, że urzędnicy fizycznie zbierają notowania cen na pylonach benzynowych wyłącznie w „okienku” między 5. a 22. dniem każdego miesiąca.
Oznacza to, że potężne uderzenie podatkowe, startujące od połowy sierpnia, w większości „przeleci” nad radarami urzędu w aktualnym zestawieniu. W portfelach kierowców różnica będzie ewidentna od razu, ale oficjalna, rządowa rubryka z inflacją nie uwzględni tak prędko tego drastycznego ochłodzenia na dystrybutorach, zamazując realny obraz rynkowy.
Brak szans na tańsze raty kredytowe
Bezpośredni i natychmiastowy pożytek dotyczy w głównej mierze logistyki, przedsiębiorców oraz obywateli, dla których auto jest głównym narzędziem dowozu dzieci lub pokonywania dziesiątek kilometrów na dojazdach do etatu. Błędem jest jednak zakładać, że tańszy olej napędowy od razu nakłoni państwo do obniżki głównych stóp procentowych.
Analizy przeprowadzone przez Citi bezlitośnie odrzucają koncepcję rozluźnienia polityki. Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej nie zmieni w tym roku zdania, co jest koszmarną wiadomością dla konsumentów spłacających wysoki kredyt gotówkowy. Powodem takiego muru jest mocno ugruntowana inflacja bazowa wynosząca 3,1 proc., wykazująca mocne tendencje do skoku rzędu 3,5 proc. u schyłku zimy.
W oczekiwaniu na decyzje rządzących
Cały rynek w napięciu wpatruje się w harmonogram obrad polityków. Jedno jest pewne: jeśli tarcza utrzyma się w mocy po 31 sierpnia, miliony Polaków uratują lwią część swoich oszczędności do końca roku kalendarzowego. Skutki dla ogólnego obrazu inflacji będą jednak uzależnione od wstrzelenia się w specyficzne „okienka badawcze” organów statystycznych.
Baczna obserwacja zmian cen tuż przy pompach paliwowych to dziś mądra taktyka obronna. Jeżeli decydenci zawahają się i ściągną tarczę, rachunki błyskawicznie pociągną w górę wyceny wszystkich artykułów na półkach. Do tego momentu możemy jedynie mądrze gospodarować tymczasowym, sztucznym prezentem od państwa.