Lipcowe zakupy potrafią wydrenować portfel, ale wcale nie musi tak być. Według najnowszego badania cen przeprowadzonego przez agencję badawczą ASM SFA, za dokładnie taki sam koszyk, wypełniony po brzegi czterdziestoma popularnymi produktami spożywczymi, mogliśmy zapłacić 264,66 zł lub aż 344,62 zł w zależności od tego, do jakiego sklepu weszliśmy. Ta astronomiczna różnica rzędu 80 złotych udowadnia, że ślepe zaufanie do jednej sieci handlowej to prosty sposób na utratę setek złotych miesięcznie.
Z tego artykułu dowiesz się:
1. Główne wnioski z najnowszego rankingu cenowego
2. Gigantyczna różnica w cenie tych samych produktów
3. Które sklepy tną ceny, a gdzie robi się coraz drożej?
4. Roczne ujęcie pokazuje minimalną ulgę dla konsumentów
5. Zaskakujące dane na temat formatu sklepów w Polsce
6. Wniosek dla dbających o codzienne, domowe finanse
Kupowanie podstawowych produktów spożywczych to gra w ruletkę. Zestawienie przygotowane po przebadaniu trzynastu największych graczy na rynku udowadnia, że lojalność wobec szyldu rzadko się opłaca. Na pierwszy plan wysuwa się uderzający wniosek: to samo masło, identyczna kawa i dokładnie ten sam bochenek chleba włożony do wózka w różnych dyskontach generują na kasie potężny rozstrzał finansowy.
Metodologia raportu nie zostawia miejsca na interpretację. Audytorzy wrzucali do wózków – zarówno tych w fizycznych sklepach, jak i w kanałach internetowych e-commerce – ten sam 40-elementowy pakiet żywności o zunifikowanej pojemności. Uzyskany wynik pokazuje twardo, kto w połowie 2026 roku walczy o klienta, a kto brutalnie łata dziury w budżecie kosztem naszych kont osobistych.
Główne wnioski z najnowszego rankingu cenowego
Analizując liczby zebrane w okresie letnim, należy zwrócić uwagę na kilka fundamentalnych kwestii wyznaczających obecny rytm rynku handlowego:
- Tytuł niekwestionowanego lidera najtańszych zakupów obronił Auchan z wynikiem na poziomie 264,66 zł.
- Pozycję najdroższego marketu w zestawieniu zajęła niemiecka sieć Aldi, wyceniając zakupy aż na 344,62 zł (to aż o 30,2 proc. drożej niż u lidera).
- Średni miesięczny koszt wykarmienia rodziny ukształtował się na kwocie 317,29 zł.
- Sprawdzając historyczne, zeszłoroczne cenniki, widzimy kosmetyczną, pocieszającą obniżkę rzędu 0,72 proc., czyli oszczędność około 2,29 zł na jednych zakupach.
- Najtańszym środowiskiem do robienia dużych zapasów są hale typu cash & carry, na szarym końcu, bijąc po portfelach, wylądowały uwielbiane przez Polaków dyskonty.
Gigantyczna różnica w cenie tych samych produktów
Rozpiętość między francuskim Auchan, a podążającym własną drogą Aldi budzi w ekspertach największy niesmak. Odbijająca na terminalu różnica rzędu blisko 80 złotych to dla zwykłego obywatela równowartość kilku godzin ciężkiej pracy lub połowa dobrej, rocznej lokaty bankowej.
Jeżeli wykonujemy tego typu zakupy zapasów dwa razy w ciągu miesiąca, to przywiązanie do droższego szyldu będzie generować koszmarne manko w postaci 160 złotych co trzydzieści dni. Przez rok przepłacisz bezpowrotnie niemal 2 tysiące złotych za produkty, które w markecie na sąsiedniej ulicy stały znacznie taniej.
Które sklepy tną ceny, a gdzie robi się coraz drożej?
Zerkając z lotu ptaka na ogólnokrajową dynamikę, widać powiew optymizmu. Cenniki zaczęły łagodnieć w 12 badanych szyldach z 13 znajdujących się pod nadzorem w ramach miesięcznego cyklu. Królem obniżek m/m okazał się krajowy Polomarket, w którym zakupy potaniały o blisko 10 proc. w ujęciu procentowym.
W każdym zestawieniu musi znaleźć się jednak jeden odmieniec dążący pod prąd. W omawianym raporcie z niechlubnego tytułu lidera podwyżek zasłynął Selgros Cash & Carry, w którym zaledwie miesiąc do miesiąca koszty zrobienia testowych zakupów skoczyły o potężne 7,89 procent.
Roczne ujęcie pokazuje minimalną ulgę dla konsumentów
Tegoroczne lato jest wyjątkowo łagodne dla naszych domowych budżetów w porównaniu do galopującej drożyzny z sezonu letniego 2025 roku. Kiedy weźmiemy do ręki uśredniony paragon za ten lipiec i zestawimy go z wydrukiem z przeszłości, naszym oczom ukaże się drobna, ale istotna psychologicznie korekta o niecałe 2,30 zł w dół.
Jeżeli prześwietlimy dane po kątem uderzeń rocznych r/r, mistrzem deflacji ogłosiło się francuskie Intermarché, obcinając paragony klientom o mocne 7,43 procent. Zupełnie inny trend odczuli stali bywalcy konkurencyjnego Kauflandu, gdzie roczna inflacja cenowa dobiła do zatrważającego progu wynoszącego prawie 6 procent podwyżek na całej koszykowej puli.
Zaskakujące dane na temat formatu sklepów w Polsce
Powszechne wyobrażenia o robieniu zakupów uległy potężnemu zachwianiu. Za najtańsze formy zdobywania jedzenia niezmiennie uważane są przepastne hurtownie gotówkowe (typu cash & carry), w których rachunek zamyka się uśrednioną kwotą rzędu 307 złotych. Tuż za nimi lądują klasyczne, ogromne hipermarkety za miastem (ok. 310 zł) oraz wielkopowierzchniowe supermarkety osiedlowe (315 zł).
Sensacyjnie na całej linii zawodzą natomiast tzw. tanie dyskonty, które historycznie pozycjonowały się jako ostoja dla niższych i średnich klas społecznych. Ich średni zestaw dobił do wygórowanej wartości aż 331 złotych. Ulegając agresywnym, krzykliwym promocjom na wybrany produkt, tracimy mnóstwo pieniędzy, rekompensując to sklepom na wygórowanych marżach nałożonych na resztę naszego koszyka.
Wniosek dla dbających o codzienne, domowe finanse
Najnowsze badania ekspertów powinny podziałać na klientów jak lodowaty prysznic. Wybór droższej opcji tuż pod blokiem lub brak chęci do analizy promocyjnych katalogów jest prostą i niezawodną metodą na spalenie grubych tysięcy złotych, ratując się często poprzez karty kredytowe, w imię źle rozumianej konsumenckiej wygody.
Przestań bazować w swoich decyzjach na jednym haśle krzyczącym z baneru o promocji na kostkę masła. Obliczaj i kupuj hurtowo kompleksowe, zbiorcze zapasy na cały tydzień z uwzględnieniem faktu, że jedna, źle dobrana wyprawa przed weekendem pochłonie bezpowrotnie nawet o 80 złotych więcej, niż wynosi wartość Twojego wyżywienia w innym, tańszym otoczeniu.