Rządowe próby ograniczenia importu z Azji zakończyły się fiaskiem. Wprowadzenie nowej opłaty celnej w wysokości 3 euro miało zniechęcić konsumentów do zamawiania tanich produktów, ale efekt okazał się marny. Polacy wciąż masowo ściągają paczki, a krajowy e-commerce liczy miliardowe straty. Sprawdzamy, dlaczego wyższe koszty nie zmieniły naszych przyzwyczajeń.
Z tego artykułu dowiesz się:
1. Nowa opłata celna nie odstrasza kupujących
2. Dlaczego klienci ignorują wyższe koszty?
3. Skala azjatyckiego handlu w naszym kraju
4. Polska rajem dla tanich przesyłek z zagranicy
5. Bolesne straty dla rodzimych sprzedawców
6. Czy kolejne przepisy zmienią sytuację na rynku?
Lipiec przyniósł ważną zmianę dla wszystkich fanów zakupów na azjatyckich platformach sprzedażowych. Weszły w życie przepisy wprowadzające zryczałtowane cło w wysokości 3 euro dla przesyłek o wartości nieprzekraczającej 150 euro. Przepis ten miał uderzyć przede wszystkim w osoby zamawiające duże ilości bardzo tanich i różnorodnych towarów.
Początkowo rynek zanotował wyraźny, dwucyfrowy spadek liczby napływających paczek, co mogło sugerować sukces nowych regulacji. Szybko okazało się jednak, że był to tylko chwilowy przestój, a konsumenci błyskawicznie wrócili do swoich starych nawyków zakupowych.
Nowa opłata celna nie odstrasza kupujących
Najnowsze badania przeprowadzone na grupie 800 respondentów pokazują dobitnie, że dodatkowy podatek nie zrobił na kupujących większego wrażenia. Aż 79,7 procent ankietowanych otwarcie przyznaje, że nie zrezygnowało z przeglądania ofert na zagranicznych portalach po wprowadzeniu lipcowych ryczałtów.
Zaledwie 12,8 procent osób deklaruje, że podniesienie kosztów dostawy skłoniło ich do porzucenia wirtualnych koszyków. Wynika z tego jasno, że nowa bariera finansowa okazała się zbyt niska, aby realnie wpłynąć na decyzje większości klientów szukających okazji.
Dlaczego klienci ignorują wyższe koszty?
Eksperci rynku zaznaczają, że pojedyncza zmiana podatkowa rzadko potrafi z dnia na dzień odwrócić silnie zakorzenione przyzwyczajenia. Ludzie cenią sobie szeroki wybór oraz ceny, które nawet po doliczeniu cła pozostają bezkonkurencyjne w zestawieniu z polskimi sklepami.
Dla wielu osób zakupy w sieci stały się rutyną, a niewielkie kwoty przelewane przez konto osobiste na rzecz azjatyckich dostawców są traktowane jako normalny wydatek. Towary stamtąd są po prostu tak tanie, że doliczenie kilkunastu złotych dodatkowej opłaty celnej często nadal gwarantuje ogromną opłacalność transakcji.
Skala azjatyckiego handlu w naszym kraju
Liczby opisujące ten trend są gigantyczne. Z danych wynika, że tylko w ciągu pół roku na jednej z trzech największych platform z Państwa Środka zakupy robiło ponad 17 milionów Polaków. Rynek ten nie jest już tylko miejscem dla łowców promocji, ale głównym punktem zaopatrywania się w elektronikę czy odzież.
Kluczowe dane z raportów branżowych pokazują potęgę tego zjawiska:
- Mimo opłat 79,7 procent ankietowanych nadal kupuje w Chinach.
- Zagraniczne platformy generują w Polsce obrót rzędu 11,6 miliarda złotych rocznie.
- Do naszego kraju trafia średnio 100 milionów takich przesyłek każdego roku.
Polska rajem dla tanich przesyłek z zagranicy
Nasz kraj pozostaje jednym z najbardziej chłonnych rynków w całej Unii Europejskiej dla dostawców ze Wschodu. Brak ostrych barier systemowych oraz wysoka tolerancja na dłuższy czas oczekiwania na dostawę sprawiają, że zagraniczne firmy traktują nas jako niezwykle ważny cel sprzedażowy.
Sortownie i firmy kurierskie muszą pracować na najwyższych obrotach, aby obsłużyć ten niesłabnący potok drobnych paczek. Taka sytuacja wymusza na polskiej branży logistycznej gigantyczne i ciągłe inwestycje w infrastrukturę doręczeniową.
Bolesne straty dla rodzimych sprzedawców
Druga strona medalu wygląda znacznie gorzej. Gigantyczny import z Azji to bezpośredni cios w lokalny handel internetowy. Polskie firmy po prostu nie są w stanie wygrać walki cenowej z towarami produkowanymi i mocno dotowanymi na drugim końcu świata.
Krajowe e-sklepy tracą na tej nierównej konkurencji od 6,5 do nawet 8,8 miliarda złotych rocznie. Znacznie mniejsze wpływy spływające na konto firmowe oznaczają brak pieniędzy na rozwój, wstrzymywanie rekrutacji nowych pracowników, a w skrajnych przypadkach widmo bankructwa.
Czy kolejne przepisy zmienią sytuację na rynku?
Samo narzucenie zryczałtowanego cła w kwocie 3 euro ewidentnie nie wystarczyło, aby powstrzymać odpływ kapitału za granicę. Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej podkreśla, że dopiero skumulowany efekt wszystkich przygotowywanych regulacji pozwoli realnie ocenić ich ostateczny wpływ na nawyki kupujących.
Rodzimi przedsiębiorcy czekają na bardziej zdecydowane i bolesne dla zagranicznej konkurencji kroki prawne. Do tego czasu rynek e-commerce wciąż będzie zdominowany przez azjatyckich gigantów, którzy doskonale nauczyli się omijać drobne utrudnienia podatkowe.