Polki mogą odetchnąć z ulgą. Głośne w ostatnich tygodniach pomysły o drastycznym wydłużeniu pracy dla kobiet i uzależnieniu ich emerytur od liczby urodzonych dzieci trafiają do kosza. Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Liwiusz Laska, kategorycznie ucina wszelkie spekulacje polityczne – w resorcie nie toczą się obecnie żadne prace nad rewolucją emerytalną. W cieniu tych uspokajających wieści szykuje się jednak inna burza. ZUS, skarbówka i inspekcja pracy zwierają szyki i masowo ruszają na wielkie, błyskawiczne kontrole przedsiębiorców pod kątem ukrywanych składek pracowniczych!
Kwestia manipulowania powszechnym wiekiem emerytalnym to w naszym kraju zawsze potężny, polityczny dynamit. Debata na nowo rozpaliła emocje po niedawnych, kontrowersyjnych propozycjach części obozu rządzącego, które zakładały zrównanie wieku pracy dla obu płci przy jednoczesnym wprowadzeniu mechanizmu nagradzającego kobiety wielodzietne.
Kierownictwo centrali ZUS postanowiło bardzo stanowczo i oficjalnie zareagować na narastający w społeczeństwie niepokój. Prezes instytucji, Liwiusz Laska, zdementował medialne pogłoski o nadchodzących zmianach. Kluczowym i najważniejszym komunikatem dla milionów ubezpieczonych obywatelek jest to, że forsowany w wywiadach pomysł powiązania długości kariery zawodowej z demografią spotkał się z chłodnym przyjęciem ekspertów ubezpieczeniowych i nie ma obecnie szans na szybką ścieżkę legislacyjną.
Wiek emerytalny kobiet: pomysł jest, prac nie ma
Niedawna burza wybuchła za sprawą oficjalnej propozycji minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Nakreśliła ona radykalną wizję, w której wiek emerytalny Polek zostałby zrównany z męskim (65 lat), z zastrzeżeniem, że czas aktywności zawodowej ulegałby odpowiedniemu skróceniu za każde kolejne, urodzone dziecko. Liwiusz Laska poddał ten polityczny postulat ostrej i bardzo merytorycznej krytyce.
Zdaniem szefa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, tak zarysowany mechanizm wywołałby lawinę problemów natury konstytucyjnej oraz potężne zgrzyty społeczne. Urzędnik logicznie argumentował, że takie różnicowanie uprawnień to bardzo realna i okrutna kara dla dziesiątek tysięcy bezdzietnych kobiet. Rząd wziął pod uwagę, że na brak macierzyństwa bardzo często wpływają dramatyczne kwestie medyczne i zdrowotne, na które poszkodowane pacjentki nie miały absolutnie żadnego wpływu.
Krótsza praca, niższa emerytura. Laska wskazuje inny kierunek
Rozprawiając się z mitami wokół zrównania wieku do 65. roku życia, Liwiusz Laska zdiagnozował prawdziwą bolączkę trapiącą domowe budżety polskich seniorek. Przekonywał on, że głośna w mediach luka płacowa nie jest wcale najważniejszym powodem biedy emerytek. Największym, systemowym problemem dla Polek jest dużo krótszy, ustawowy okres budowania masy składkowej, z którego wprost wynika późniejsza, głęboka luka emerytalna i groszowe przelewy od listonosza.
Zamiast w sztuczny sposób regulować długość życia na etacie, prezes nakreślił znacznie bardziej uczciwą wizję reformy. Zaproponował on drastyczną zmianę samego modelu opłacania odprowadzanych składek z budżetu państwa za poszczególne dzieci urodzone przez pracownicę. Choć taki obrót spraw byłby rewolucją w publicznym systemie myślenia o świadczeniach, dyrektor ZUS natychmiast uciął spekulacje i zaznaczył twardo, że w jego resorcie nie opracowuje się obecnie żadnych projektów ustaw wdrażających tę innowacyjną wizję.
Spór płacowy w ZUS: oczekiwania są dużo wyższe niż oferta
Dyrektor Laska musiał w swoich oświadczeniach nawiązać także do zaogniającej się sytuacji wewnętrznej. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wstrząsany jest narastającym od dłuższego czasu napięciem na linii pracodawca – związki zawodowe. Tysiące urzędników żąda powszechnych i solidnych, gwarantowanych podwyżek w wysokości 1200 złotych brutto na każdy etat, na co zarząd stanowczo i zdecydowanie odpowiada, że państwowa kasa po prostu świeci pustkami.
Stanowisko pracodawcy wydaje się jednak nieugięte. Ostateczna propozycja leżąca na stole to włączenie 220 złotych w sztywną pensję zasadniczą (co po doliczeniu obowiązkowych wskaźników daje 312 złotych brutto) oraz hojna, aczkolwiek jednorazowa, nagroda roczna w kwocie 4000 zł. Przeliczając te zmienne, Laska uważa, że całkowity pakiet da urzędnikom zysk wyższy o około 6,6 procent, podczas gdy ogólne plany budżetowe rządu dla pozostałej administracji nie przewidują wzrostów wyższych niż chude 3 procent.
| Przedmiot roszczeń płacowych w ZUS | Kwoty brutto |
|---|---|
| Wymagania i żądania związków zawodowych | 1200 zł do pensji zasadniczej na etat |
| Oficjalna i ostateczna kontroferta zarządu ZUS | 220 zł do pensji (312 zł z dodatkami) + 4000 zł nagrody jednorazowej |
| Koszt pokrycia postulatów związkowych przez państwo | 1,1 miliarda złotych rocznie |
Kontrole składek będą łatwiejsze
Prawdziwym hitem konferencji i koszmarem dla nieuczciwych przedsiębiorców w Polsce okazało się nieoczekiwane ogłoszenie przez dyrekcję nowej, zmasowanej strategii kontrolnej. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS), ZUS oraz Państwowa Inspekcja Pracy (PIP) oficjalnie zawiązały ścisły, trójstronny sojusz, powołując do życia nowoczesny, cyfrowy system wymiany wrażliwych danych operacyjnych oparty o skomplikowaną analizę ryzyka.
To nie są tylko czcze pogróżki. Piorunujące efekty ścisłej inwigilacji firm widać już w początkowej fazie trwania tego projektu. Tylko pierwszego dnia działania nowego sojuszu PIP automatycznie wytransferowała do centrali ZUS listę zawierającą przeszło 16 tysięcy twardych nakazów płatniczych. Wszystkie te podejrzane dokumenty są teraz żmudnie sprawdzane przez analityków Zakładu pod bardzo konkretnym kątem zatajonych należności składkowych dla pracowników.
Co to oznacza dla pracowników i pracodawców?
Z punktu widzenia właścicieli i prezesów polskich firm, kooperacja państwowych urzędów rodzi ogromne niebezpieczeństwo surowych audytów. Każde, nawet najmniejsze opóźnienie w odprowadzeniu haraczu ubezpieczeniowego od zaległej wypłaty nakazanej wcześniej przez PIP, spotka się z natychmiastową i dotkliwą kontrolą całej firmy. Krezusi zatrudniający „na czarno” lub lawirujący z płacami powinni mieć się bardzo mocno na baczności.
Z kolei sam pracownik szukający rzetelnej informacji o swojej przyszłości musi wykazać się dużą dawką chłodnego sceptycyzmu. Jak dobitnie udowodnił wywiad prezesa ZUS, głośne nagłówki o „rewolucji w emeryturach kobiet” były absolutnie niepotrzebną grą polityków. Największym, a przy tym bardzo pozytywnym konkretem płynącym z tego przekazu pozostaje brutalne i skuteczne uszczelnianie ściągania należnych pracownikom pieniędzy z kont przedsiębiorstw.