Kierowcy łapią się za głowy pod dystrybutorami. Litr oleju napędowego zbliża się do granicy 7,60 zł, co w dobie rosnącej inflacji potężnie uderza w portfele Polaków. Władza próbuje ratować sytuację czasową obniżką podatku VAT, ale zegar nieubłaganie tyka. Kiedy na przełomie miesiąca sztuczna osłona wygaśnie, stacje benzynowe zgotują nam prawdziwy cenowy szok. Sprawdzamy, dlaczego tankowanie znowu staje się luksusem i co czeka nas we wrześniu.
Wykresy cenowe na pylonach stacji benzynowych znów świecą na czerwono, wymuszając na politykach szybką reakcję. Na okres od 17 do 31 sierpnia 2026 roku zdecydowano się ściąć podatek VAT na benzynę oraz olej napędowy z dotychczasowych 23 procent do skromnych 8 procent. Mimo tego kroku, nerwowość na rynku absolutnie nie maleje.
Problem polega na tym, że obniżka daniny to tylko doraźny plaster przyklejony na poważną ranę. Ulga podatkowa łagodzi jedynie uderzenie po kieszeni, całkowicie ignorując przyczyny rynkowego krachu. Na świecie dochodzi właśnie do kumulacji negatywnych zjawisk – od trwającej wojny w Ukrainie, przez eskalację konfliktów w Zatoce Perskiej, aż po drastyczne ograniczenie wydajności rafinerii w samej Europie. Tankowanie brutalnie opróżnia konto osobiste każdego kierowcy.
Rządowa tarcza na chwilę ratuje portfele
Zmniejszenie podatku to w rzeczywistości odkurzenie mechanizmów znanego wcześniej pakietu osłonowego. Uruchomiono go zaledwie na dwa tygodnie, skupiając się na benzynie i dieslu, ponieważ to one bezpośrednio dyktują koszty życia szarych obywateli oraz rentowność potężnych firm przewozowych. W ramach interwencji ustanowiono górne limity cenowe obowiązujące od 21 sierpnia. Za benzynę 95-oktanową zapłacimy maksymalnie 6,52 zł, za szlachetniejszą odmianę 98 cena zatrzyma się na 7,33 zł, a koszt litra oleju napędowego nie przekroczy 7,56 zł.
Taka zagrywka daje kierowcom moment na złapanie oddechu, ale to my wszyscy pokryjemy te koszty z państwowej kasy. Ministerstwo szacuje, że sierpniowa dziura budżetowa z tytułu tej operacji wyniesie bagatela 495 milionów złotych. Przypomnijmy tylko, że wiosenna tarcza z obniżką akcyzy kosztowała skarb państwa blisko 4,7 miliarda złotych.
Dlaczego tankowanie znów staje się luksusem?
Eksperci rynku naftowego, tacy jak Agata Łoskot-Strachota, nie pozostawiają złudzeń. Za szaleństwo na stacjach odpowiada lawina nakładających się na siebie katastrof gospodarczych. Fundamentem jest galopująca cena ropy naftowej – baryłka surowca Brent wyceniana jest już na 94 dolary, co stanowi najwyższy odczyt od niemal miesiąca.
Europa odcinając się od dostaw z Rosji, uzależniła się od tankowców płynących z Zatoki Perskiej. Do rosnących rachunków musimy teraz doliczać tak zwaną premię za ryzyko wokół cieśniny Ormuz, niszczenie rosyjskich baz paliwowych przez ukraińskie drony oraz masowe wygaszanie starych rafinerii na Starym Kontynencie. Braki zmuszają nas do sprowadzania paliw gotowych nawet z USA, co winduje koszty transportu w kosmos.
Olej napędowy pod gigantyczną presją rynków
Kryzys paliwowy najbrutalniej rozprawia się z olejem napędowym. W hurcie w całej Europie diesel podrożał od lutego o zastraszające 70 procent. Cena 7,56 złotych za litr na polskim dystrybutorze wyraźnie odstaje od kosztów tankowania klasycznej benzyny, co stanowi potężny problem dla całej naszej gospodarki.
Olej napędowy to krwiobieg sektora logistycznego, rolnictwa i transportu towarowego. Utrzymanie tak drastycznych cen w hurtowniach natychmiast przełoży się na rosnące koszty żywności, usług i towarów na sklepowych półkach. Posiadacze aut z silnikami wysokoprężnymi zyskali 14 dni taryfy ulgowej, ale to kropla w morzu potrzeb.
Co przyniesie 1 września na stacjach paliw?
Trzeba to powiedzieć głośno: ulga podatkowa traci ważność punktualnie 31 sierpnia. Następnego dnia rano stacje benzynowe na nowo zaczną naliczać pełną, 23-procentową stawkę VAT. Jeśli dołożymy do tego wciąż rosnące ceny ropy na giełdach oraz mocno chwiejny kurs polskiego złotego wobec dolara amerykańskiego, wrzesień przywita nas drastycznym wzrostem paragonów na stacjach.
Kwota, jaką zobaczymy 1 września na pylonach, nie jest jeszcze sztywno zdefiniowana. Ostateczny wyrok dla kierowców będzie uzależniony od marż nakładanych przez rafinerie i właścicieli sieci detalicznych. Brak kolejnej interwencji rządu gwarantuje jednak, że zapłacimy znacznie więcej niż obecnie.
Wnioski dla budżetu statystycznego kierowcy
Sprawa jest bardzo brutalna w swojej prostocie. Sierpniowa pomoc państwa to jedynie krótkie znieczulenie przed wyrywaniem zęba. Obcięcie podatku w żaden sposób nie uzdrowi chorego systemu podaży ropy na światowych rynkach i nie zmniejszy globalnych napięć politycznych.
Jeśli braki paliw na rynku europejskim utrzymają się w kolejnych tygodniach, ceny po prostu poszybują w górę. Właściciele samochodów muszą codziennie analizować koszty transportu i przygotować się na zaciskanie pasa. Drożejące utrzymanie auta wymaga dzisiaj posiadania żelaznej rezerwy finansowej oraz zadbania o tanie ubezpieczenie pojazdu, aby zminimalizować ryzyko niespodziewanych wydatków.