Do Ministerstwa Finansów trafiła przełomowa petycja, która może całkowicie odmienić system rozliczeń podatkowych w Polsce. Pomysłodawcy postulują, aby próg wejścia w morderczą, 32-procentową stawkę PIT był ściśle uzależniony od liczby dzieci na utrzymaniu. To potężna szansa na wyższe zarobki netto dla wielu wielodzietnych rodzin.
Obecnie obowiązujące przepisy są bezlitosne: rodzina wychowująca troje dzieci, dysponująca łącznym dochodem rocznym na poziomie 260 tysięcy złotych, i tak musi oddać państwu część zarobków wyliczoną z drugiego progu podatkowego. Według najnowszego, obywatelskiego projektu ustawy, ten absurdalny system uległby całkowitej likwidacji, a posiadane potomstwo odgrywałoby identyczną rolę w kalkulacjach, co sam współmałżonek.
Ta odważna propozycja ustawodawcza została oficjalnie zarejestrowana w ministerstwie 10 lipca 2026 roku i wciąż oczekuje na werdykt urzędników. Kwestia ta rozpala gigantyczne dyskusje w społeczeństwie, ponieważ w obecnym, sztywnym układzie podatkowym małoletni domownicy nie powiększają tak zwanego dzielnika przy wspólnym zeznaniu rocznym rodziców.
Najważniejsze informacje o stawkach PIT
Przeanalizujmy, jak w 2026 roku wyglądają kluczowe parametry polskiego systemu podatkowego:
- Granica pierwszego progu podatkowego (na skali ogólnej) została zamrożona na kwocie 120 000 zł rocznego dochodu.
- Poniżej tej bariery stawka daniny to 12% pomniejszone o kwotę zmniejszającą podatek (3 600 zł), jednak po jej przekroczeniu państwo zabiera 10 800 zł plus drakońskie 32% od każdej zarobionej złotówki.
- W przeliczeniu na standardowy etat, wpadnięcie w wyższy próg grozi osobom zarabiającym około 142 542 zł brutto rocznie, co daje pensję około 11 878 zł brutto każdego miesiąca.
- Złączenie dochodów w małżeństwie pozwala podzielić ostateczną kwotę przez dwa, lecz obecność dzieci nie ma tutaj żadnego wpływu na wartość tego mianownika.
- Wniesiony postulat dąży do rewolucji: granica dla domowników zależałaby od pełnej liczby dusz na utrzymaniu, co skutecznie uchroniłoby wielodzietnych przed opłacaniem 32-proc. haraczu.
Jeden szczegół dotyczący dzielnika jest kluczowy
Obecne regulacje prawne umożliwiają oficjalnym partnerom życiowym zsumowanie rocznych zarobków i ich symetryczne rozdzielenie na dwoje dorosłych. Taki księgowy zabieg sprawia, że widmo wpadnięcia w drugi próg podatkowy materializuje się dopiero po osiągnięciu wspólnie aż 240 000 złotych w skali roku, co dla wielu par jest solidnym buforem ochronnym.
Niesprawiedliwość opisana w dokumencie dotyka jednak brutalnie rodzin z latoroślami. Związek opiekujący się chociażby trójką małoletnich, pomimo ewidentnie wyższych kosztów życia, i tak dzieli wspólny dochód zaledwie przez cyfrę dwa, a nie przez pięć faktycznie utrzymywanych w domu osób. To jawna dysproporcja, którą pomysłodawcy chcą definitywnie znieść.
Co w praktyce zmieniłaby ta petycja?
Nowatorski projekt zakłada całkowite przemodelowanie limitów podatkowych, twardo powiązując je z wielkością danego gospodarstwa domowego. Taka elastyczna skala byłaby gigantycznym oddechem dla tych rodzin, gdzie pensja choćby jednego dorosłego zaczyna niebezpiecznie ocierać się o rygorystyczne limity nałożone przez urząd skarbowy.
Modelowe wyliczenia dołączone do dokumentu uwidaczniają absurd dotychczasowych ram. Mając na koncie 260 000 zł wpływu rocznego, pięcioosobowa rodzina podzieliłaby tę pulę przez 5, otrzymując czystą bazę w wysokości 52 000 zł na głowę. Taki manewr pozwoliłby bezpiecznie lawirować w niższych stawkach PIT i przelewać większe nadwyżki finansowe wprost na prywatne konto osobiste.
Dlaczego duże rodziny tak łatwo wpadają w 32 proc.?
Działający w 2026 roku aparat skarbowy posługuje się jednak odmienną logiką. Kiedy para z trójką podopiecznych wykazuje rzeczone 260 000 zł wspólnego dochodu, system automatycznie rozdziela to na dwie dorosłe osoby. W efekcie wychodzi 130 000 zł „na głowę” do celów wyliczenia zobowiązania podatkowego za miniony rok.
Ten suchy algorytm sprawia, że małżeństwo o 10 000 zł przekracza próg wynoszący 120 000 zł i właśnie od tej skromnej nadwyżki musi zapłacić ogromny, 32-procentowy podatek dochodowy. To bezpośrednio uderza w wielodzietnych, ponieważ w przeciwieństwie do dorosłych współmałżonków, w tym skomplikowanym wzorze matematycznym potomstwo w ogóle nie istnieje dla skarbówki.
Kto odczuje pozytywne skutki zmian?
Na opisywanej nowelizacji przepisów najsilniej skorzystają budżety domowe klasyfikujące się tuż nad, lub ocierające się o granice drugiego progu. Ogromna rzesza podatników mogłaby odzyskać gigantyczne sumy ze swoich potrąceń zaliczkowych, jeśli fiskus wreszcie zacząłby brać pod uwagę rzeczywistą ilość podopiecznych utrzymywanych z jednej pensji.
W obecnym reżimie prawnym oszczędności na pociechach realizuje się głównie poprzez skromną ulgę prorodzinną lub dedykowaną ulgę 4+. Fakt matematycznego „wliczania” dziecka do ostatecznego dzielnika jest dziś luksusem przysługującym jedynie opiekunom samodzielnym, którzy spełniwszy szereg rygorystycznych wymogów, mogą podzielić swój urobek przez dwa.
Co nowe prawo oznacza na co dzień?
Trzeba jednak ostudzić emocje, gdyż na obecnym etapie nikt w rządzie nie klepnął tej rewolucji. Obywatelska inicjatywa spoczywa na biurkach analityków MF, co z urzędu oznacza, że na ten moment wszyscy bezwzględnie podlegamy starym limitom z progiem ustalonym na sztywno przy kwocie 120 000 zł rocznie.
Zanim te przełomowe rozwiązania ujrzą światło dzienne w postaci ustawy, kluczowa batalia stoczy się o definicję samego „dzielnika dochodów”. Z uwagi na skomplikowane i zawiłe zawiłości w urzędach skarbowych, już teraz warto optymalizować swoje rozliczenia, aby zminimalizować ryzyko wejścia w niszczycielską stawkę 32 proc. Zabezpieczeniem na czarną godzinę powinno być wysoko oprocentowane konto oszczędnościowe gromadzące każdą oddaną przez fiskus złotówkę.