Cieszysz się z zahamowania drożyzny w sklepach i liczysz na szybki spadek rat kredytów? Eksperci nie mają dla Ciebie dobrych wieści. Analitycy biją na alarm – już w najbliższych tygodniach ceny na dystrybutorach mogą wystrzelić w górę nawet o 15 procent! Taki scenariusz to gotowy przepis na brutalny powrót presji inflacyjnej, który zrujnuje budżety polskich kierowców i na dobre zamrozi nadzieje na obniżki stóp procentowych. Zobacz, co dokładnie przewidują ekonomiści na końcówkę 2026 roku!
Z tego artykułu dowiesz się:
1. Najważniejsze informacje o prognozach gospodarczych
2. Dlaczego drogie paliwo nakręci spiralę cenową?
3. Budżet państwa nie udźwignie kolejnych tarcz osłonowych
4. Grupy najbardziej narażone na skutki inflacji
5. Kredytobiorcy mogą zapomnieć o niższych ratach
6. Brutalna rzeczywistość w portfelach Polaków
Czerwcowy optymizm wynikający z dotarcia do celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego może okazać się jedynie złudną chwilą wytchnienia. Według najświeższych raportów przygotowanych przez ekspertów Citi Handlowego, wskaźniki cenowe zaczną ponownie piąć się w górę już od lipca. Głównym winowajcą tego negatywnego trendu będą drastycznie drożejące nośniki energii oraz paliwa płynne.
Zmaterializowanie się tych czarnych prognoz odczują nie tylko zmotoryzowani przy kasach stacji benzynowych. Skokowy wzrost kosztów transportu momentalnie i bezlitośnie przełoży się na nowe cenniki na półkach sklepowych w każdym sektorze gospodarki. Dla Rady Polityki Pieniężnej będzie to z kolei twardy argument do zamrożenia obecnej, restrykcyjnej polityki kredytowej.
Najważniejsze informacje o prognozach gospodarczych
Eksperci bardzo wnikliwie przeanalizowali nadchodzące trendy makroekonomiczne, rysując przed konsumentami mało optymistyczny scenariusz.
- Sukces w postaci dotarcia do 2,5 proc. celu inflacyjnego NBP w czerwcu 2026 r. to tylko epizod.
- Już w okolicach lipca wskaźnik CPI potężnie odbije do poziomu około 3 procent.
- Głównym zapalnikiem będzie szokowy, przeszło 15-procentowy skok rachunków za tankowanie.
- Do końca bieżącego roku inflacja bez problemu może sforsować górną granicę odchyleń (3,5 proc.).
- W najgorszym scenariuszu rozbuchanych cen paliwowych, indeks CPI przebije barierę nawet 4 procent.
- Ekonomiści Citi są niemal pewni, że RPP utrzyma aktualne stopy procentowe bez jakichkolwiek cięć.
Dlaczego drogie paliwo nakręci spiralę cenową?
Specjaliści z Citi Handlowego nie mają wątpliwości: to właśnie pylony na stacjach benzynowych staną się największym źródłem gospodarczego napięcia w najbliższych kwartałach. Uspokojenie sytuacji na rynku po czerwcowych spadkach jest tak kruche, że wystarczy jeden mocny bodziec na globalnym rynku ropy, aby wskaźnik CPI gwałtownie wyrwał z letargu i rozpoczął wspinaczkę.
Kalkulacje przewidujące kilkunastoprocentowy wzrost cen paliw w samym tylko lipcu to wyrok dla konsumentów. Taka zmiana to nie tylko wyrwa w portfelach prywatnych kierowców. To przede wszystkim potężna presja kosztowa nakładana na całą branżę spedycyjną, rolnictwo i przemysł. Te podmioty natychmiast przeniosą swoje straty na detaliczne ceny żywności i usług, windując ogólnokrajową drożyznę.
Budżet państwa nie udźwignie kolejnych tarcz osłonowych
Teoretycznie rządzący dysponują narzędziami, które mogłyby zdusić tę inflacyjną gorączkę – powrót do mechanizmów sztywnego limitowania stawek. Niestety, w obecnych realiach taki krok polityczny wiązałby się z gigantycznymi i szalenie ryzykownymi subsydiami, na które państwowy skarbiec po prostu nie ma już pokrycia.
Sytuacja w resorcie finansów jest wyjątkowo napięta. Oficjalny deficyt całego sektora finansów publicznych zbliża się do niebezpiecznej granicy 7 procent PKB. Na domiar złego, państwo boryka się ze znacznym skurczeniem wpływów podatkowych: zyski z VAT poleciały w dół o 2,2 proc., a wpływy z akcyzy spadły aż o 6,4 proc. w ujęciu rok do roku. Taki stan rzeczy drastycznie zawęża manewrowość rządu.
Grupy najbardziej narażone na skutki inflacji
Słabsza kondycja gospodarki i powrót wysokich wskaźników najbrutalniej uderzy w konkretne warstwy społeczeństwa. Będą to przede wszystkim:
- Nałogowi i regularni kierowcy, zmuszeni do codziennego dojazdu do miejsca pracy.
- Gospodarstwa domowe przeznaczające znaczną część budżetu na mobilność i transport.
- Zwykli konsumenci, robiący na co dzień niezbędne zakupy spożywcze i chemiczne.
- Polacy spłacający kredyty ze zmiennym oprocentowaniem.
Kredytobiorcy mogą zapomnieć o niższych ratach
Tak ukształtowane środowisko makroekonomiczne sprawia, że analitycy Citi całkowicie wykluczają opcję poluzowania polityki pieniężnej przez NBP. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) w obliczu nowej presji będzie zmuszona utrzymać stopy na dotychczasowym, wysokim pułapie. Dla milionów zadłużonych rodzin to druzgocąca perspektywa, całkowicie przekreślająca szanse na szybkie spadki rat kredytowych.
Jedynym jasnym punktem w tym krajobrazie pozostaje wciąż silna konsumpcja wewnętrzna. Szacunkowy wzrost PKB na 2026 rok utrzymuje się na poziomie 3,5 proc., a ożywieniu ma wtórować planowany, gigantyczny napływ środków z Unii Europejskiej w kwocie niemal 20 miliardów euro netto, co może chociaż częściowo złagodzić skutki inflacji w makroskali.
Brutalna rzeczywistość w portfelach Polaków
Osoby spędzające większość dnia w samochodzie oberwą podwójnie. Droga benzyna i olej napędowy błyskawicznie drenują portfele, a długofalowe utrzymanie takich stawek to prosta droga do powszechnych podwyżek biletów komunikacji publicznej oraz skoków cenowych podstawowych produktów, które muszą zostać dostarczone z fabryk do sklepów.
Największymi przegranymi pozostaną jednak kredytobiorcy. Utrzymująca się drożyzna to wyrok oznaczający, że wysokie obciążenia hipoteczne zostaną z nimi o wiele dłużej, niż jeszcze niedawno zapowiadano. Na ten moment rozmawiamy o prognozach eksperckich, ale jeśli rynek ropy faktycznie nie wyhamuje, czeka nas trudna i bardzo droga końcówka 2026 roku.